Kolejna bitwa o przetrwanie... >> środa, 23 listopada 2005 17:51:25
... na grzbiecie Takusia oczywiście :). Znowu nie chodził przez tydzień. Pojechałam sobie w teren- pełna obaw, ale jak zawsze dobrej myśli. Postanowiłam nie galopować, bo mogłoby mieć to tragiczne skutki... Tak więc, jechałam sobie większości stępa, tylko dwa razy kłusując nie za długie kawałaki, bo już widać było, że Tako zaczyna za bardzo się wczuwać... Wszystko szło tak pięknie... Aż za pięknie. Zostało mi już 10 minut więc kieruję się do stajni. Musiałam wyjechać z pól, pojechać między domkami, przejść ulicę i stajnia :). Tak więc wyjezdzam sobie z pól i nagle... Takuś się przestraszył? Mniejsza, w każdym razie wyrwał mi galopem ze stępa, w stronę domu. Oczywiście dodatkowo postanowił troszkę baranków postrzelać, tak żeby było śmieszniej. Iza mówiła...
"Gdy on zaczyna strzelać barany, odpuść mu na wodzy, a potem usiądź i go ściągnij"
Taak, odpuściłam- wow zadziałało, Tako zwolnił. Siadam i go ściągam... Ups, czyżby nie spodobało mu się to? Przyspieszył i jeszcze bardziej się wkurzył. Mi w wyobraźni majaczyła tylko ulica do przejścia.... Zeskakiwać z niego? Nie, no przecież przy takiej prędkości...
Na szczęście, pomiędzy domkami było przeorane pole. Z powodu ostatnich deszczów był to błotnisty basen. Odzyskałam częśc zdrowego rozsądku i całej siły zaczęłam go skręcać w to błotko. Udało się... Jako, że zapadał się tam do kolan, to zatrzymał się i przestał walić barany... Uf...
Cała się trzęsłam...
To wszystko działo się w kilka sekund... Tak naprawdę, to traci się część świadomości i nie ma strachu... Dopiero po wszystkim, uświadamiamy sobie, co się stało. Wiem, bo prawie na każdym koniu, którym jeździłam, miałam podobne przygody... Ach, kiedy trafię na posłusznego konika...? Ooo, takiego jak Basiołek... Eh, dlaczego już nigdy nie wrócisz do szkółki?
Jak wróciłam do stajni, to pan właściciel powiedział, że rano dał Takusiowi jeszcze więcej owsa, bo miał przyjść jeździć taki pan... Jednak nie przylazł i wszystko na Olusi się odbija...
Ale mimo wszystko, Takuś to kochany konik. Rozsiodłałam go, a on jak zawsze poszedł wytarzać się w błotku. Poszłam do niego na padok, przykucnęłam i go zawołałam. Podszedł do mnie, i położył główkę na moim ramieniu... Słodki konik. Pewnie chciał jabłka, ale co tam ;p;p
Pozdro 4all.
~~Ola komentarze [6] Super dwa dni >> sobota, 12 listopada 2005 20:09:35
Wolny piątek był bardzo fajnym dniem :). Umówiłam się z Izą, i pojechałąm do starej, kochanej stajenki w odwiedzinki. Basiołek kary! K-A-R-Y! Nie skarogniady tylko KARY! Pamiętam jak na wiosne rozpaczliśmy wszystkie, że Basia już nigdy nie będzie kara, a tu jednak tak. Lucuś wyładniał jeszcze bardziej, a Rydwan... nic się nie zmienił.
W stajni pełno roboty. Robiłyśmy dla Lucka rów, bo Iza wyczytała, że 2,5 latki powinny skakać rów 2 m x 2,5 m. Zbierałyśmy odpowiednie kantówki, potem je malowałyśmy itp. Dodatkowo sklejałyśmy rozwalone przeszkody, zgrabiałyśmy przed stajnią... Ogólnie to spędziłam w stajni 6 godzin i mimo, że zmarźnięta i brudna, to do domu wróciłam bardzo szczęśliwa. Mogłabym tak spędzać każdy piątek.
Dzisiaj byłam u Taksonka. Gdy przyszłam, to nie przypominał on konia, tylko górę błota. Jednak udało mi się sprawić, że choć troszkę zmienił się w poprzednią istotę... Jazda- na początku byłam z niego zadowolona, ładnie się prowadził i żuł wędzidełko. No cóż, jednak wszystko co dobre szybko się kończy... Później zaczął strasznie się buntować, znowu brykał i takie tam.
Zrobiłyśmy mu z Izą wypinacze (ze sznurka). I tak się buntował, ale skoro nie chciał sam ładnie chodzić trzeba było go zmusić(btw. gdy mocowałśmy wypinacze, Iza powiedziała, że tak robiła jak zajezdzała Kajke, i że Tako jest mniej więcej na tym samym poziomie- nie ma to jak dodać otuchy). Nawt grzecznie szedł, jednak gdy przyszła kolej na galopy to nie wytrzymał.
No cóż, martwiąc się moje życie, Iza wsiadła na niego na chwilę. Oczywiście się buntował. Nie mógł zagalopować na dobrą nóżkę. Następnie wsiadłam ja. Pełna obaw o następne minuty mojego życia, dzielnie przystąpiłam do dzieła :). Nosił mnie jak chciał, ale przeciwstawiałam mu się. Właściwie to powoli przyzwyczajam się do takich jego zachowań, więc już mnie to nie rusza. Ogólnie udało mi się przegalopować ładnie cztery kółka i już dałam mu spokój.
Patrząc na jazdę sprzed tygodnia i tą dzisiejszą to jestem z niego bardzo zadowlona. Oczywiście to dopiero początek prawdziwej naszej wspólnej nauki, ale jeśli będzie postępować w takim tępie, to za jakieś dwa miesiące będzie można wsadzać na Takusia dzieci(takie porównanie, bo i tak żadne by nie wsiadło :P). Może za tydzień jakaś przeszkódka :>? Tako nigdy nie skakał, więc nie wiem co to będzie, ale wszystko trzeba przeżyć! Pozdrowionka wszyscy koniarze :)
~~Ola komentarze [8]Działo się... >> sobota, 5 listopada 2005 23:57:23
Byłam dzisiaj u Taksonka- z Izą, jak mówiłam. Troszkę pogoda nie dopisała, bo deszczyk padał, ale przecież jeździło się w gorszych pogodach :). Jazda... hm, uszczypnijcie mnie- czy ja jeszcze żyję? Tako był baardzo zbuntowany. Byłam taka okropna, że kazałam mu iść przy płocie i równo wyjechać! Jestem podła! Biedny, pewnie teraz psycha mu siadła, jak ja śmiałam takich rzeczy od niego wymagać...! Ale jego psycha to jedno, a moja to drugie. No cóż, nasz Takuś jest baardzo mściwy... Wędzidełka w ogóle nie tolerował, tak ciągnął, że mnie ręcę bolały... i jak tu do czegoś go zmusić? Ale co tam... Mój kłus był okropny... Chyba nie udało mi się ani razu wyjechać prosto całego placu :). Raz się zmulał, a raz szedł jak czołg. Ale dobra, przyszła pora na galopy. Najpierw na prawo. Siadam w siodło, łydeczka... kosmos. Baran, baran, baran... A co tam, każdemu przyda się troszke rodea... Kilka rad Izy, no i jeszcze raz. Ten sam narożniki. Siadam w siodło, łydeczka - baran, baran baran... Ała... moje ręce... Toczek na oczach, a co tam. Iza na chwile wsiadła. Narożnik, siada w siodło, łydeczka, baran. Ale przecierz to jest Iza- Tako troszkę se poskakał i normalnie zaczął iść- tyle na pysku i tak nie odpuścił. Moja kolej- narożnik, siodło, łydeczka, baran, baran, ooo, trochę pojechałam ładnie, ale na zakrecie... Już go podkorciło... Baran, no i koniec. Jeszcze z kilka razy spróbowałam i oczywiście za każdym razem to samo. I tak kocham tego konika, ale ile można męczyć taką biedną dziewczynke jak ja...? Ale wiecie co... Jakby Iza nie stała na środku to na pewno nie odważyłabym się spróbować znowu zagalopować po tym pierwszym, nieudanym razie. Dobrze, że znowu może mnie uczyć, bo se właśnie uświadomiłam jaka ciota ze mnie ;D. Jejku... ale ja naprawdę jestem w szoku... Co ja dzisiaj wyprawiałam!! Normalny człowiek, to po takich przeżyciach rzucił by jazdę i poszedł grać na komputerze!! Faaajnie, a za tydzień pojadę do Basi i Lucusia... Zobaczę moje kochane koniki!!
~~Ola komentarze [7] >> środa, 2 listopada 2005 16:29:17
Jeździłam w Sobotkę i Niedzielę(jak zawsze piszę z opóźnieniem). W sobotę wybrałam się do Takusia i pojechałam w lajtowy terenik. Po ostatnich barankach na padoku postanowiłam jechać spokojnie. Najpierw stęp, kłus, a dopiero pod koniec dwa zagalopowania. Szedł bardzo spokojnie i grzecznie :).
A w niedzielę pojechałam dlatego, bo dostałam godzinkę gratis :D. Tylko na padok, uh, jak ciężko zagalopować na padoku... Ale kilka razy się udało. Pojeździłam sobie troszkę bez strzemion, a potem bez trzymania wodzy. Myślałam, że jest to trudniejsze. A za tydzień... Czyli w sobotę 5, będzie mnie uczyć Iza. Stwierdziłam, że tak nie może zostać(czyli nie mogę jeździć sama, jeśli chcem procentować), no i... załatwiłam :). Bardzo się cieszę, ale również boję. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja jazda poprzez ostatnie zaniedbanie mogła się troszkę pogorszyć... Ale co tam. Po to jest Iza, aby przypomnieć mi,
'jak to działa'. Pozdrowionka!
ps. nowy dział ze zdjęciami(narazie tylko cztery, robione przez Monikę;*)
~~Ola komentarze [2]
---------------------------------------
Szablon wykonałam JA
Zdjęcia realistyczne ;p